To, że ludzkie ciało jest nierozerwalnie połączone z psychiką jest już w XXI wieku dla większości ludzi sprawą oczywistą. „Psychosomatyka” jako pojęcie została wprowadzona do medycyny ponad 130 lat temu i od tamtej pory tylko zyskuje kolejne dowody na jej poparcie. Gdybyśmy spojrzeli jednak wstecz jeszcze dalej, to okazuje się, że związek psychiki z ciałem znany był człowiekowi już od czasów starożytnych. Jest więc więcej niż pewne, że przyroda w toku ewolucji musiała stworzyć sobie pewne uniwersalne kody, którymi posługuje się w fizycznym zobrazowaniu tego, co niewidzialne. Czy Matka Natura rządzi się w tym jakąś logiką?
Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby w lokalizacji chorób w organizmie, grała rolę czysta przypadkowość, np. za konflikt subiektywnego odczucia okropnego widoku odpowiadałaby kość piętowa a za zbyt ostro wypowiedziane w nas słowa krytyki – krwinki czerwone? Czy bylibyśmy wtedy w stanie wystarczająco skutecznie zrozumieć sygnały płynące do nas z ciała?
Uzdrawianie BioLogią
Jest pewna logika w biologii, a mózg automatyczny – nasz nieoceniony 'komputer pokładowy’, który steruje każdym życiowym procesem człowieka – pozostaje nieustannie na jej usługach. Zgodnie z teorią Biologii Totalnej (Uzdrawianie Przez Świadomość) ciało funkcjonuje jako doskonały komunikator, który bezpośrednio informuje nas o tym, co dzieje się w sferze psychiki człowieka. Z niektórych problemów życiowych często zdajemy sobie sprawę i na bieżąco staramy się je rozwiązywać, tym samym odbarczając nasz system emocjonalny z dużego ciężaru i przejmując za swoje życie świadomą odpowiedzialność.
Jednak co dzieje się w sferze psychiki wtedy, gdy w żaden sposób nie uświadamiamy sobie noszonego w podświadomości konfliktu?
Gdy konflikt spływa na nas odziedziczony po przodkach lub zalega latami, schowany pod pokładem splotu kolejnych emocji i wydarzeń bądź wręcz wyparty?
Mózg automatyczny, próbując uwolnić się z długotrwałego napięcia psychicznego, szuka sposobów na poinformowanie właściciela o jego problemie, początkowo obniżając jego komfort psychiczny, a stopniowo – gdy to nie zostanie w porę zauważone – kierując informacje do odpowiednich organów w ciele tak, by zwiększyć szansę na zwrócenie uwagi na konflikt. Ból bowiem nie pozostanie tak łatwy do pominięcia.
I właśnie w tym precyzyjnym procesie ukierunkowywania sygnału do komórek ciała dostrzec można bezcenną logikę przyrody!

Ta mocno uzasadniona 'bio-logika’ staje się warunkiem przeżycia organizmu.
Bez niej szanse na powodzenie w świadomym odczytaniu zakamuflowanych komunikatów spadłyby do zera. Tymczasem istnieje w przyrodzie pewien uniwersalny mechanizm kodowania informacji dla właściciela i okazuje się, że często minimum wiedzy o budowie i funkcjach tkanek oraz umiejętność właściwej dedukcji, pozwala z powodzeniem dotrzeć do pra-przyczyny dolegliwości.
To oko – jako odpowiedzialne za postrzeganie i przetwarzanie obrazów – będzie tym narządem, który poniesie w sobie pamięć cierpienia związanego z trudnym widokiem, a ucho – to, które pochwytuje i zapamiętuje słowa – zatrzyma ciężar krytyki słownej.
Idąc tropem logiki Matki Natury rozumiemy, że ramię musi być w dużym stopniu związane z wykonywanym działaniem, a stopy ściągną na siebie wszelkie konsekwencje kierunku, w którym zdecydujemy się postawić swoje kroki. Zgłębiając kolejno tajemnice anatomii, fizjologii, socjobiologii i wszelkich dyscyplin nauk przyrodniczych, jesteśmy w stanie zrozumieć, co poprzez chorobę starał się nam przekazać mózg automatyczny. To często łatwiejsze niż nam się wydaje!
Kobieta po 40-tce od kilku tygodni cierpi na bóle obu halluksów (paluch koślawy).
Jej stopy wyglądają jakby z boku targały przyczepione boje. Od kogo tak bardzo chce „się odbić”? Wziąwszy pod uwagę symboliczne znaczenie stóp, które wchodzą w kontakt z matką ziemią, odczytujemy: „chcę się uwolnić od mojej matki, ale nie mogę/nie umiem!” I rzeczywiście: kilka tygodni temu kobieta wraca do siebie z krótkiego pobytu u matki, który był dla niej utrapieniem. W krótkiej sesji uświadamia sobie, że mimo wyjazdu za granicę, właściwie nie odcięła jeszcze swojej psychicznej pępowiny i wciąż pozostaje pod ogromnym, negatywnym wpływem swojej rodzicielki. Moment, w którym zdaje sobie z tego sprawę, jest jednocześnie ostatnią chwilą bólu halluksów.
Młody mężczyzna (29 l.) zapadł kilka lat temu na częstoskurcz nadkomorowy.
Tym razem należy przyjrzeć się biologicznemu znaczeniu przedsionków i komór serca: jeśli serce symbolizuje dom (stąd krew wypływa na obwód całego organizmu, a potem doń wraca), to czego symbolem stanie się komora, a czego przedsionek serca? W rozwiązaniu tej zagadki przychodzi nam wiedza z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej – odwieczna zasada: siła odśrodkowa niesie energię męską, a dośrodkowa żeńską. Stąd wiemy, że komora (z domu na zewnątrz) odzwierciedli nam konflikt związany z ojcem, a przedsionek (z zewnątrz do domu) – z matką. W przypadku, gdy dysfunkcja dotyczy obu przedsionków wiemy, że nieuświadomiony psychologiczny konflikt klienta polega na braku równowagi w komunikacji między dwiema ważnymi kobietami w rodzie. Znamiona objawowej arytmi wskazują na zbyt duży ciężar poleceń ze strony przełożonego („moje serce nie może bić swoim rytmem”), co w efekcie końcowym prowadzi nas do wniosku: podlegasz władzy silniejszym kobietom, które mają na ciebie niechciany wpływ. Co to za historia? I oto odbija się na raz echo rodzinnych sporów między rodziacami a teściami, o charakterze terytorialnym (dom – sic!). Dodatkowym stresem dla tego mężczyzny była pamięć o fakcie sprzed lat: nie zdążył pożegnać się z dziadkiem przed śmiercią, bo posłuchał swojej dziewczyny, która prosiła go o coś innego w tym czasie. I znów żeńska dominacja odegrała znaczącą rolę w umyśle tego mężczyzny. Uwolnienie emocji związanych z tymi wspomnieniami oraz konfrontacja swojej męskiej postawy w stosunku do obecnych przełożonych oraz znaczących dla niego kobiet pozwoliła w krótkim czasie na odzyskanie miarowej pracy obu przedsionków serca.
Młoda dziewczyna (20 l.) od 3 lat się samookaleczała.
Paradoksalnie, ale nie to jest jej największym problemem; zgłasza się na konsultacje ze względu na trapiące ją lęki. Lęka się praktycznie wszystkiego: wyjść z domu, samodzielnie przejechać odcinek autobusem, zadzwonić na uczelnię i spytać o egzaminy, itp. Z wywiadu wynika, że nie zdała matury z matematyki: problemem okazała się geometria figur płaskich. Stopniowo podczas sesji wychodzi na jaw, że dominującą emocją, kryjącą się pod lękiem, jest złość. Rodzice rozwiedli się, gdy była małą dziewczynką, a ojciec ponownie związał się inną kobietą. W domu klientki panuje atmosfera dość radykalnej religijności, w której wyrażanie złości na rodziców z tego powodu, zdaje się być niemoralne, nieetyczne a w końcu niemożliwe. Jedyną formą będzie więc autoagresja – samookaleczanie. Zrozumienie działań na wielokątach (trójkąty i in.) pozostaje poza możliwościami świadomej percepcji klientki, gdyż w takim przypadku zmuszona by była do stałej konfrontacji z niesionym od wielu lat bólem (trójkąt rodzinny). W chwili, gdy zdaje sobie sprawę z wszystkich tych zależności odzyskuje wewnętrzny spokój i radość, na codzień wykazuje co raz większą aktywność a o kaleczeniu się mówi w czasie przeszłym.
Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS).
To kolejna choroba o podłożu autoimmunologicznym, lecz tym razem rzecz dotyczy kobiety (67 l.), która boryka się z tą chorobą od ponad 60 lat! Jak dobry detektyw poszukujemy motywu dla mózgu automatycznego tej pani, który umieścił jej konflikt we wszystkich stawach po kolei, a w szczególności w paliczkach palców u rąk i w kolanach. Tam bóle i deformacja kości są najsilniejsze. Co mogło dotknąć klientkę aż tak „do szpiku kości”? Jaki gest wykonała tak naganny, że karze się za niego tyle lat? Wiemy, że stawy biorą udział w każdym ruchu oraz że łączą ze sobą anatomicznie i funkcjonalnie kilka kości, które z kolei symbolizują nam fizyczną strukturę (a zatem wsparcie?) w naszym organizmie. Mają też bezpośredni związek z poczuciem własnej wartości. Musiał więc być u jakiś gest, za który chora kobieta została bardzo surowo oceniona. Czy wiemy jaki? W odpowiedzi razem ze łzami płynie opowieść o ojcu (dyrektor zakładów piekarniczych), który wraca z delegacji, przywożąc do domu wielkiego orła wypieczonego z chleba. Orzeł ma być specjalnym darem na jutrzejszym święcie cukierników i piekarzy. Chcąc się pochwalić prezentem od młynarzy, ojciec wyciąga orła z walizki i z dumą kładzie go na stół. Po chwili spostrzega, że w wypieku brakuje jednego pazura… „Kto zjadł ten pazur?!” – dobiega uszu wszystkich przy rodzinnym stole. Ale żadna z siedzących tam osób się nie przyznaje. Pazur najprawdopodobniej po prostu ukruszył się w torbie podczas podróży. Ojciec urządza przesłuchanie na miarę stalinowskiego: w sąsiednim pokoju odpytuje po kolei matkę, brata a w końcu samą klientkę. Nikt się nie przyznaje, więc ojciec zaczyna jeszcze raz. Po szóstej rundzie matka wymusza na klientce: „Idź ty! Ty masz 3 lata! Tobie najlepiej się przyznać, tobie wybaczy! Jak się nie przyznasz, to to się nigdy nie skończy!” Klientka błaga matkę (patrz: symbol kolan!), by nie kazała jej brać niezasłużonej winy na siebie, lecz w końcu ulega presji, co kończy się wielkim rozczarowaniem ojca: „Dlaczegoś ty sie od razu nie przyznała?!!!”
Żadne rozwiązanie tej sytuacji nie byłoby dobre, ale w tym przypadku dziewczynka nie zadowoliła ani matki (upierała się dlugo, że nie przyzna się do winy) ani ojca. Chorobą są zaatakowane zarówno stawy górnej części ciała (ojciec), jak i dolnej (matka). Czy teraz klientka ma szansę na wyzdrowienie? Czy po ponad 60-ciu latach reminescencji z dzieciństwa jej mózg automatyczny może uwolnić jej ciało z tego psychicznego ciężaru? Wszystko jest możliwe.
Logika przyrody jest żelazna!
Był konflikt, który uwarunkował chorobę, a zatem kiedy minął uświadomiony, minąć może i choroba, prawda? I niechby nawet lekarze orzekli to jako cud!
A my jako co raz lepsi specjaliści w dziedzinie Biologii Totalnej i Uzdrawiania Przez Świadomość, patrząc na zdjęcie rąk tej kobiety zgadnijmy: którego pazura brakowało w wypieku?


Mgr inż. Magda Wdowiak,
Konsultant Biologii Totalnej/Recall Healing, Certyfikowany Trener Nowoczesnych Technik Uczenia (się) i Rozwoju Osobistego z wieloletnim doświadczeniem w branży szkoleniowej oraz medycznej. Współzałożycielka i Sekretarz Klubu „kuźnia ZDROWIA”, Właścicielka Centrum Rozwoju i Terapii Naturalnych „kuźnia ZDROWIA” w Warszawie. Prowadzi autorski cykl warsztatów: „Moc Uzdrawiania Przez Świadomość”, a także inne wykłady oraz szkolenia i konsultacje indywidualne.