Wywiad z dr n. med. Piotrem Witczakiem – biologiem medycznym, immunologiem, autorem 15 publikacji naukowych w dziedzinie biologii/immunologii komórkowej. Dr Witczak w latach 2015-2020 pracował jako analityk technologii medycznych w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) w Warszawie. Zajmował się farmakoekonomiką, prowadził wykłady z Evidence-based Medicine (medycyna oparta na dowodach naukowych). Był współkoordynatorem merytorycznym projektu „Racjonalne decyzje w systemie ochronie zdrowia ze szczególnym uwzględnieniem regionalnej polityki zdrowotnej” realizowanym przez AOTMiT.
Rozmawia Dorota Tuńska
W grudniu ub. roku Ministerstwo Zdrowia zatwierdziło trzydawkową szczepionkę przeciwko Covid – 19 dla najmłodszej grupy wiekowej od 6 miesiąca życia do 4 lat. Tym samym do kalendarza szczepień dołączono kolejne szczepienie dla dzieci. Czy w obecnej sytuacji kiedy pandemia wyhamowała, dzieci powinno się szczepić przeciw Covid ?
Obecnie mamy wątpliwości czy w ogóle zasadne jest szczepienie populacji dorosłej, co dopiero dzieci, których śmiertelność infekcji SARS-CoV-2 jest bliska zeru! Najlepsze dostępne dane, metaanalizy badań randomizowanych z grupą placebo, nie wykazały redukcji śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny u osób zaszczepionych dostępnymi szczepionkami mRNA przeciw COVID-19. Według niezależnych, recenzowanych wtórnych analiz badań randomizowanych najbardziej popularne szczepionki mRNA mogą powodować więcej szkód niż korzyści. Ryzyko poważnych zdarzeń niepożądanych (1 przypadek na 800 iniekcji) związanych ze szczepionką mRNA znacznie przekroczyło ryzyko hospitalizacji z powodu COVID-19. Zaznaczam, że przytoczone dane dotyczą osób dorosłych, więc bilans korzyści i strat jest jeszcze bardziej negatywny w przypadku dzieci i kolejnych dawek przypominających. Niedawno na łamach British Medical Journal opublikowano analizę obejmującą niezakażonych dorosłych w wieku 18-29 lat, z której wynika, że na każdą unikniętą, dzięki trzeciej, przypominającej dawce szczepionki mRNA, hospitalizację z powodu COVID-19 przewiduje się nawet 98 poważnych zdarzeń niepożądanych.
Skala i różnorodność skutków ubocznych tych preparatów są bezprecedensowe. Bardzo niepokojące są również doniesienia o zapaleniu mięśnia sercowego, w szczególności u nastolatków płci męskiej, które może znacząco podnosić u tych osób ryzyko nagłego zgonu. Programy szczepień wśród dzieci należy wstrzymać natychmiast, a nie rozszerzać do coraz to młodszych grup wiekowych! W literaturze naukowej dostępne są opisy przypadków autopsji dzieci zmarłych w wyniku podania szczepionek mRNA przeciw COVID-19. Uważam, że przy obecnym stanie wiedzy na temat tych szczepionek, kontynuowanie programów szczepień przeciw COVID-19 wśród dzieci jest czymś skandalicznym.
W Polsce dzieci do 2 roku życia otrzymują ok. 30 różnych szczepionek. Czy tak młody, kształtujący się system odpornościowy dziecka, bez uszczerbku na zdrowiu jest w stanie odpowiedzieć na taką stymulację?
Odpowiadając na takie pytanie, należy opierać się na wysokiej jakości danych naukowych. Czy zatem mamy takie dane? Odpowiedź brzmi: nie mamy. Na przykład, żadna ze szczepionek zalecanych wszystkim amerykańskim dzieciom nie została przetestowana pod kątem bezpieczeństwa w badaniu klinicznym fazy 3, w którym grupa kontrolna stanowiła obojętne placebo – np. sól fizjologiczną. Najczęściej grupę kontrolną stanowią inne szczepionki lub tzw.szczepionka bez-antygenu. To wygląda trochę tak, jakby celowo planowano ukryć prawdziwą częstość występowania zdarzeń niepożądanych testowanej szczepionki. Ponadto nigdy nie badano ogólnego wpływu rutynowego podawania coraz większej liczby szczepionek dzieciom na ich zdrowie.
Na fundamentalne pytanie, które powinno niepokoić każdego rodzica „Czy moje dziecko będzie zdrowsze i zwiększy swoje szanse na przeżycie jeśli będzie podążać zgodnie z obowiązującym programem szczepień ochronnych?” nauka do tej pory nie odpowiedziała. Proszę mnie sprawdzić, zaręczam że takich badań nie ma. Obecny harmonogram szczepień dzieci nigdy nie został dokładnie zbadany jako całość pod kątem bezpieczeństwa i skuteczności. Chociaż w ciągu ostatnich kilku dekad do kalendarza dzieci dodano wiele szczepionek, żadne badania nigdy nie badały konsekwencji rosnącej liczby szczepień otrzymywanych przez nasze dzieci. Właściwie nie prowadzi się wysokiej jakości badań porównujących osoby zaszczepione z niezaszczepionymi.
Częstym argumentem są względy etyczne, np. narażenie dzieci na podwyższone ryzyko zarażenia się chorobami, którym można zapobiec poprzez szczepienia. To założenie jest jednak nielogiczne, bo właśnie temu ma służyć badanie porównujące osoby zaszczepione z niezaszczepionymi. Straszenie w tym momencie epidemiami z przeszłości, gdy warunki sanitarne,stopień odżywienia populacji i wiele innych czynników były wówczas zupełnie inne jest, delikatni to ujmując, antynaukowe. Argument etyczny ten staje się również nieistotny, jeśli zdamy sobie sprawę, że w tym momencie mamy sporą grupę kontrolną – w Polsce liczba odmów wykonania obowiązkowych szczepień ochronnych sięga już blisko 70 tysięcy. I jest to tendencja zwyżkowa.
Polecam Państwu nowo wydaną książkę „Żółwie aż do końca. Czy warto szczepić dzieci? ” Nauka i mity o szczepionkach w oparciu o 1200 publikacji naukowych z oficjalnych źródeł, z moim wstępem do polskiego wydania. Jest to najlepiej udokumentowana pozycja dostępna na światowym rynku wydawniczym dotycząca szczepień ochronnych dzieci.
Czy należy się martwić rosnącą liczbą niezaszczepionych dzieci w Polsce i obawiać się konsekwencji braku odporności populacyjnej?
Szczepień odmawiają głównie rodzice, którzy stracili zaufanie do systemu opieki zdrowotnej, w szczególności po doświadczeniach z okresu pandemii COVID-19. Brutalna i prymitywna propaganda związana z masowymi szczepieniami przeciw Covid-19, których skuteczność i bezpieczeństwo daleko odbiegły od początkowych zapewnień, skutecznie zniechęciła wiele osób do szczepień w ogóle. Kolejna rosnąca grupa rodziców nie szczepiących swoich dzieci, to rodzice dzieci, które ucierpiały w wyniku szczepień. Zazwyczaj taki rodzic zderza się z systemem, który zwyczajowo zaprzecza istnieniu związku między szczepionką a powikłaniem, mimo że NOP zgodnie z definicją to każde zaburzenie stanu zdrowia, które wystąpiło w okresie czterech tygodni po podaniu szczepionki. Bardzo często rodzice zostają z problemem sami i dodatkowo wywierana jest na nich presja. Zamiast zrozumienia ich obaw wobec kolejnych szczepień jest stygmatyzacja i szantaż emocjonalny, że nie szczepiąc dziecka naraża się je na utratę zdrowia, a nawet życia. Odporność populacyjna to w znacznym stopniu jedna z wielu wyrafinowanych strategii marketingowych, której celem jest wywieranie presji na rodziców, aby zaszczepili swoje dzieci. Jak utrzymać odporność stadną skoro szczepionki działają zazwyczaj przez okres 4 do 10 lat?
Co najmniej połowa populacji może nie posiadać odporności na żadną z chorób, na które została zaszczepiona w dzieciństwie. Na przykład, z 14 szczepionek w rutynowym harmonogramie szczepień dzieci w Stanach Zjednoczonych tylko 5 przekracza próg odporności stadnej i dotyczy chorób, w przypadku których odporność stadna jest istotna dla dzieci i może być faktycznie osiągnięta. W przypadku pozostałych 9 szczepionek albo szczepionka nie generuje odporności zbiorowiskowej, albo ochrona, jaką zapewnia niemowlętom i dzieciom, jest częściowa lub nieistotna.
Z czego składają się szczepionki, które otrzymują dzieci ? Co zawierają?
Podstawowe składniki szczepionek to antygeny, adiuwanty substancje konserwujące i stabilizujące. W preparatach mogą być również obecne zanieczyszczenia biologiczne z procesu produkcyjnego, np. wirusy. W składzie szczepionek najczęściej znajdziemy takie substancje jak wodorotlenek i fosforan glinu, polisorbat 80, formaldehyd, komórki z ludzkich linii komórkowych,
bydlęcą surowicę płodową, antybiotyki, tiomersal (etylortęć). Należy podkreślić, że te substancje podawane są domięśniowo (czasem niestety igła trafi w światło naczynia krwionośnego) z pominięciem wrót zakażenia, naturalnych barier. Część z nich to substancje potencjalnie prozapalne, neurotoksyczne, rakotwórcze, mogą powodować alergie. Powszechne twierdzenie, że „dawka czyni truciznę” nie uwzględnia faktu, że każdy organizm różni się w zakresie tolerancji na substancje toksyczne, może mieć zaburzenia odporności, zaburzenia mitochondrialne, osłabioną metylację, a to wpływa na zdolność organizmu do neutralizacji i detoksykacji. Ponadto niektóre składniki mają zdolność do bioakumulacji w organizmie, zwłaszcza przy tak dużej liczbie i częstotliwości szczepień.
Czy możemy określić jaka jest wyporność układu immunologicznego dziecka? Innymi słowy, ile szczepionek dziecko może przyjąć jednorazowo?
Aby określić ile szczepionek dziecko może przyjąć jednorazowo potrzebujemy odpowiednio zaprojektowanych badań, których nie przeprowadzono, dlatego poruszamy się w sferze wyłącznie hipotez. Podając wiele szczepionek na jednej wizycie szczepiennej musimy uwzględniać nie tylko oddziaływanie między układem odpornościowym dziecka a wstrzykniętą w krótkim czasie pulą różnych antygenów z wielu szczepionek, ale również bezpieczeństwo skumulowanej dawki innych składników obecnych w takich preparatach, np. adiuwantów zawierających aluminium czy pozostałości formaldehydu. Jest takie teoretyczne założenie, że każde niemowlę ma zdolność do odpowiedzi na około 10 000 szczepionek podanych za jednym razem. Autorzy tej hipotezy i instytucje ją powielające powinni się wstydzić, ponieważ nie ma rzetelnych podstaw naukowych i jest fundamentalnie wadliwa. Ta teoria wzięła się stąd, że układ odpornościowy niemowlęcia podejmuje w dowolnym czasie tysiące patogenów i jakoś musi sobie z tym radzić. Przejście z 10 000 organizmów na 10 000 szczepionek jest kuriozalne! Proszę sobie wyobrazić, że noworodkowi podamy wielokrotnie wyższą dawkę aluminium lub polisorbatu 80! To wymaga badań, hipoteza to za mało. Tu chodzi o zdrowie i życie dzieci.
Teraz podaje się szczepionki 6w1 poliwalentne przeciwko sześciu chorobom zakaźnym: błonicy, tężcowi, krztuścowi, poliomyelitis, Haemophilus influenzae typu B oraz
WZW typu B. Dodatkowo zawarte są w nich neomycyna i polimyksyna. Czy to jest dobry kierunek?
Bezpieczeństwo szczepionki 6w1 było oceniane w porównaniu z aktywnym komparatorem, tj. innymi szczepionkami. Z kolei bezpieczeństwo szczepionek 5w1 czy 4w1 tej samej firmy GSK zostało przetestowane w porównaniu ze szczepionką DTaP, a ta wcześniej została porównana ze szczepionką starszej generacji (DTP), której bezpieczeństwo nigdy nie zostało przetestowane w kontrolowanym obojętnym placebo badaniu randomizowanym, czyli znów nie znamy rzeczywistej skali powikłań (do tego niezbędne jest obojętne placebo). Można założyć, że im większa liczba antygenów wstrzyknięta do organizmu w tym samy czasie, tym większe wyzwanie dla układu odpornościowego. Organizm niektórych dzieci ze względu na indywidualne problemy metaboliczne może zareagować nieprawidłowo na taką stymulację, a szczepionka może okazać się zbyt obciążająca. Neomycyna i inne antybiotyki mogą powodować reakcje alergiczne, najczęściej skórne, o łagodnym przebiegu. Czy to dobry kierunek? Nie odpowiem, bo brakuje wysokiej jakości danych na temat bezpieczeństwa tych preparatów, a tym samym nie można ocenić bilansu korzyści i ryzyka. Na pewno nie jest dobrym kierunkiem szczepić dziecko preparatem bez znajomości rzeczywistego ryzyka.
W Europie, tylko w Polsce i w Bułgarii szczepi się dzieci przeciw gruźlicy i WZW w pierwszej dobie życia, czy istnieje zdrowotne/ sanitarne uzasadnienie dla takich działań? Czy w pierwszej dobie życia noworodka mamy wystarczająco informacji o predyspozycjach zdrowotnych dziecka np. alergiach, wrodzonym braku odporności etc. ?
Sąsiadujące z nami Niemcy zrezygnowały ze szczepienia przeciwko gruźlicy już ok 25 lat temu, a w Polsce od lat pojawiają się postulaty, aby znieść obowiązek tego szczepienia. Polska nadal
należy do krajów o średniej zapadalności na gruźlicę, tj. kilkanaście przypadków na 100 tys., wypadamy znacznie lepiej od Ukrainy, Rosji czy Białorusi, ale gorzej np. od Skandynawii. A jak to jest w przypadku dzieci? Są to przypadki ekstremalnie rzadkie – kilka przypadków na milion. Oczywiście, można założyć, że to dzięki szczepieniom, ale jak w takim razie wyjaśnić niskie wskaźniki tej choroby wśród dzieci w krajach, gdzie nie szczepi się na gruźlicę – zazwyczaj chorują osoby starsze i zaniedbane. Ponadto ta szczepionka prawdopodobnie nie jest wystarczająco skuteczna w ochronie przed najpopularniejszą postacią płucną gruźlicy. Biorąc pod uwagę niewielkie potencjalne korzyści z tego szczepienia dla noworodków są obawy, że ryzyko jest zbyt duże, zwłaszcza na tak wczesnym etapie życia. To jest szczepionka „żywa” i zdarzają się przypadki gruźlicy poszczepiennej. W Polsce był przypadek rodziców, którzy pozwali Skarb Państwa za gruźlicę poszczepienną. Wyniki badań wskazują, że u pacjentów z ciężkim złożonym niedoborem odporności szczepionka BCG ma bardzo wysoki odsetek powikłań. Czy noworodki są w tym kierunku badane przed podaniem szczepionki? Odpowiedź Państwo znacie.
Z czyich rekomendacji szczepi się dzieci w Polsce ? W oparciu o jakie badania i przesłanki naukowe?
Obowiązkowe szczepienia ochronne są regulowane przez art. 17 ust. 11 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Minister właściwy do
spraw zdrowia określa w drodze rozporządzenia wykaz chorób zakaźnych objętych obowiązkiem szczepień ochronnych uwzględniając dane epidemiologiczne dotyczące zachorowań, aktualną
wiedzę medyczną oraz zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia. Natomiast Główny Inspektor Sanitarny ogłasza w formie komunikatu w dzienniku urzędowym Program Szczepień Ochronnych na dany rok.
Większość badań i rekomendacji instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym wskazuje na „pozytywne skutki szczepień”. Nie zwraca się jednak uwagi na słabą jakość tych badań w świetle evidence-based medicine oraz ogromne luki w wiedzy, np. brak porównania szczepionek z obojętnym placebo, brak oceny wpływu skumulowanej liczby szczepień w ramach PSO na zdrowie dzieci, brak wiarygodnej oceny zagrożeń ze strony chorób zakaźnych wobec których od wielu lat szczepi się masowo dzieci w kontekście obecnych warunków sanitarnych i stanu zdrowia populacji. A więc rzeczywisty bilans korzyści i ryzyka masowych szczepień w ramach PSO jest nieznany. Poruszamy się w świecie fikcji i domysłów.
Obecnie zamiast rzetelnych danych i badań nad bezpieczeństwem i skutecznością szczepień, które obejmowałyby porównanie dzieci szczepionych z nieszczepionymi, bardziej straszy się epidemiami sprzed lat, promuje utarte mity niepotwierdzone wysokiej jakości badaniami, uprawia propagandę, i pielęgnuje poprawność polityczną, a to wszystko nakręcane jest przez chęć zysku firm farmaceutycznych oraz osób związanych z tym przemysłem. Na przykład, często powtarzane przez ekspertów twierdzenie, że szczepionki powodują poważne skutki uboczne u jednego na milion zaszczepionych, jest sprzeczne z wynikami licznych badań klinicznych, w których poważne zdarzenia niepożądane zgłaszano u 1 na 40, 30, a nawet u 1 na 20 niemowląt. W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć wyniki ostatnich dużych badań obserwacyjnych opublikowanych na łamach Academic Pediatrics, w którym wykazano pozytywny związek między narażeniem na aluminium ze szczepionek a astmą.
A związek rtęci z autyzmem, a precyzyjniej etylortęci, którą zawierają niektóre szczepionki jak DTP przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi oraz szczepionki skojarzonej MMR (odra-świnka-różyczka), podejrzewaną o związek z autyzmem. Czy dlatego teraz mamy do czynienia z autyzmem na tak szeroką skalę?
Warto odnotować, że obecnie w przypadku szczepionek, w których poziom etylortęci wynosi poniżej 40 nanogramów na dawkę, producent nie musi deklarować tej substancji w składzie preparatu. Instytucje zdrowia publicznego wciąż utrzymują, że nie udowodniono związku między narażeniem dzieci na etylortęć ze szczepionek a wzrostem przypadków autyzmu. To stanowisko najwyraźniej opiera się na wnioskach pochodzących ze sfinansowanych przez amerykańskie Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) badań epidemiologicznych, wobec których sformułowano szereg zastrzeżeń metodologicznych, a także zwrócono uwagę na konflikt interesów i wyraźny kontrast względem wniosków z badań przeprowadzonych przez niezależnych badaczy w ciągu ostatnich 75 lat, którzy konsekwentnie stwierdzali, że etylortęć nawet w niskich dawkach jest szkodliwa.
Czy znane są Panu badania duńskie na temat autyzmu, gdzie przebadano 650 tys. pacjentów, w tym zaszczepionych i niezaszczepionych i okazało się, że w grupie zaszczepionych było o 7% mniej dzieci z autyzmem niż w grupie dzieci zaszczepionych ?
Znam te doniesienia, mają wiele ograniczeń. Po pierwsze, ta 7-procentowa różnica nie była istotna statystycznie, więc wniosek, że w grupie zaszczepionych było o 7% mniej dzieci z autyzmem niż w grupie dzieci zaszczepionych jest nieuprawniony. Na prawie 660 tysięcy dzieci włączonych do badania tylko niecałe 32 tys było niezaszczepionych, to duża dysproporcja.
Należy podkreślić, że nie stwierdzono zwiększonego ryzyka autyzmu po szczepieniu MMR w zakresie mocy statystycznej badania, a ta mogła być niewystarczająca do wykrycia relatywnie rzadkich przypadków autyzmu. Badanie nie wykluczyło możliwości, że szczepionka zwiększa ryzyko autyzmu u dzieci obserwowanych do 10 roku życia. Badanie nie bierze pod uwagę, że znaczna część dzieci z grupy „nieszczepionej” mogła nie zostać zaszczepiona MMR z powodu ciężkiej reakcji na poprzednią szczepionkę lub z powodu stanu zdrowia, który był przeciwwskazaniem do szczepienia, a to zakłóca w istotny sposób wyniki, bo grupa nieszczepiona wyjściowo mogła charakteryzować się większą podatnością na regres do autyzmu.
W 2004 r. Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) opublikowało artykuł wykazujący, że nie ma związku między wiekiem, w którym dziecko jest szczepione MMR, a ryzykiem późniejszej diagnozy autyzmu u zaszczepionych dzieci. Jeden z autorów, William Thompson, ujawnił później, że w artykule celowo pominięto istotne statystycznie informacje. Thompson najpierw powiedział dr Hookerowi, badaczowi autyzmu, o manipulowaniu danymi. Dr Hooker ponownie przeanalizował surowe dane z badania CDC. Potwierdził, że ryzyko autyzmu wśród afroamerykańskich dzieci zaszczepionych przed ukończeniem 2 roku życia było o 340% większe niż u dzieci zaszczepionych później. Dr Hooker opublikował swoje odkrycia w Translational Neurodegeneration. Jednak w ciągu kilku godzin od opublikowania przez CNN historii informatora z CDC artykuł Hookera został usunięty ze strony internetowej czasopisma. To wszystko sprawia, że wciąż jest wiele kontrowersji wokół związku szczepionki MMR z autyzmem. I wreszcie nie można bagatelizować wielu dowodów anegdotycznych. Osobiście znam rodziców, którzy wiązali pojawienie się objawów ze spektrum autyzmu ze szczepieniem MMR. Albo mamy zbiorową histerię ze strony rodziców, albo nauka poprzez wadliwe badania, liczne konflikty interesów i poprawność polityczną zakłamuje rzeczywistość.
Jednak powszechnie uważa się szczepienia za największe osiągnięcie medycyny: szczepienia wyeliminowały wiele chorób, zlikwidowały czarną ospę, chorobę Heinego
Medina uratowały miliony istnień ludzkich a kwestionowanie ich uchodzi za skrajną nieodpowiedzialność. Wielu lekarzy nurtu akademickiego nawet nie chce podejmować dyskusji na ten temat.
Brak, a nawet piętnowanie dyskusji nad zasadnością, bezpieczeństwem i skutecznością szczepień, to ogromy błąd! Wpadliśmy w pułapkę poprawności politycznej. Proszę sobie wyobrazić, że na świecie szczepimy miliardy dzieci nie znając rzeczywistej skali powikłań ze względu na wadliwość badań, które stanowią podstawę dopuszczenia tych preparatów na rynek. My rzeczywiście nie wiemy, czy bardziej pomagamy czy może już bardziej szkodzimy. A co jeśli cały program szczepień ochronnych jest istotnym czynnikiem ryzyka wielu poważnych chorób u dzieci? To prawda, że bezkrytyczni zwolennicy szczepień bardzo często przytaczają przykład eradykacji polio dzięki masowej immunizacji. Rzekomy sukces szczepionek w eliminacji polio jest tak mocno zakorzeniony w medycynie, że temat wydaje się zamknięty, bezdyskusyjny. Tymczasem mało kto wie, że istnieje spory materiał dowodowy, który podważa ten sukces. Pomimo intensywnych badań trwających od ponad sto lat, wiele najistotniejszych cech epidemiologicznych tej infekcji nadal jest zagadką. Na przykład, dlaczego większość wczesnych ognisk polio miała miejsce na słabo zaludnionych obszarach wiejskich, a nie w dużych i zatłoczonych miastach? Dlaczego polio pojawiło się i nasiliło w okresie, kiedy śmiertelność i zachorowalność na większość chorób zakaźnych dramatycznie spadała? Dlaczego, w przeciwieństwie do innych chorób zakaźnych, pacjenci z polio praktycznie nie zarażają?
Paraliż podobny do polio był dość rzadki w krajach rozwijających się w pierwszej połowie XX wieku i stał się bardzo powszechny w drugiej połowie, co zbiegło się ze stosowaniem środków owadobójczych (DDT) do walki z malarią oraz używaniem pestycydów (w tym DDT) w rolnictwie. Zwracam również uwagę, że zasadności szczepień nie możemy analizować wyłącznie przez pryzmat chorób zakaźnych, których obecnie jest znacznie mniej, ale również w kontekście
bezpieczeństwa. Powinniśmy mieć absolutną pewność, że korzyść z tych wszystkich szczepień przewyższa ryzyko skutków ubocznych, a tego obecnie stwierdzić nie możemy z powodu braku rzetelnych danych.
Z podaniem szczepionki wiąże się ryzyko wystąpienia objawów niepożądanych, lekkich i ciężkich. Czy znamy skalę tego zjawiska?
Nie znamy, z powodów które przytoczyłem wcześniej. Brak jest badań porównujących poszczególne szczepionki z nieaktywnym placebo. Brakuje również danych porównujących stan zdrowia i śmiertelność dzieci szczepionych w ramach PSO z dziećmi, które nie są szczepione wcale. System monitorowania NOP-ów po wprowadzeniu preparatów na rynek nie spełnia swojej roli. Badania wykazały, że zgłaszalność NOP-ów może być poniżej 1%. Mamy za to rosnącą liczbę dowodów anegdotycznych w postaci świadectw rodziców, którzy raportują pogorszenie stanu zdrowia w związku czasowym ze szczepieniem.
Dlaczego wciąż nie mamy takiego rejestru NOP-ów na wzór amerykańskiego VARES, gdzie pacjent sam zgłasza odczyn poszczepienny? W Polsce lekarz musi wypełnić ręcznie aż 5 kartek papieru, nie ma na to czasu, dlatego wiele NOP-ów nie jest zgłaszanych.
Mam wrażenie, że instytucjom odpowiedzialnym za realizację szczepień ochronnych nie zależy na optymalizacji systemu rejestrowania NOP. Nie ma również presji ze strony środowiska
lekarskiego i ekspertów. Ogólnie jest przekonanie, że szczepionki są tak bezpieczne, że nie warto interesować się tym tematem. Dlaczego wiele NOP-ów jest niezgłaszanych? To wynika z wielu
powodów. Jest ogólne przekonanie wśród personelu medycznego, że szczepionki są tak ważne, potrzebne i bezpieczne, że jak stan pacjenta pogorszy się w okresie miesiąca od zastrzyku, to „na
pewno nie od szczepionki”, a nawet jeśli od szczepionki, to lepiej tego nie zgłaszać i nie nagłaśniać, bo to zniechęca do szczepień i jest wykorzystywane jako argument przez grupy antyszczepionkowe. Bo nie ma czasu na formalności związane ze zgłaszaniem odczynów poszczepiennych. Bo system jest tak skonstruowany, że formalne konsekwencje zgłaszania są bardziej uciążliwe niż niezgłaszania.
Dlaczego polskie dzieci dostają tak dużo szczepionek i szczepienia są obowiązkowe, gdy przykładowo w Niemczech czy Danii kalendarz szczepień jest mniej restrykcyjny, podaje się o połowę mniej szczepionek niż u nas i szczepienia są dobrowolne. W Polsce na rodziców uchylających się od szczepień nakładane są kary pieniężne. Rodziców zamiast edukować straszy się grzywnami.
Aż 19 krajów europejskich nie zmusza swoich obywateli do szczepień, nie ma tam szczepień obowiązkowych. Są wśród nich kraje o dużej liczbie niezaszczepionych uchodźców. Jeszcze 5 lat
temu aż 9 krajów (Bułgaria, Francja, Węgry, Polska, Portugalia, Słowacja, Słowenia, Hiszpania i Szwajcaria) nie miała na szczeblu krajowym polityki szczepień przeciwko odrze wobec imigrantów.
Wiele krajów wysoko rozwiniętych ma wysoki poziom wyszczepienia, co jest wykorzystywane jako argument, że nie trzeba tam obywateli dyscyplinować, w przeciwieństwie do krajów, w których
społeczeństwo jest mniej ufne. Być może kraje bez obowiązku szczepień taki obowiązek wprowadzą gdy poziom zaszczepienia zacznie spadać. Myślę, że różnica w kalendarzach szczepień wynika z kilku innych czynników, w tym sytuacji epidemiologicznej a także szeroko pojętych relacji między grupami interesów przemysłu farmaceutycznego a przedstawicielami ochrony zdrowia poszczególnych krajów. Możliwe, że część krajów kieruje się zasadą, że przymus rodzi opór. A może kampanie promujące szczepienia w krajach bez obowiązku szczepień są bardziej skuteczne i lepiej dofinansowane.
Szczepienie przeciwko meningokokom ordynuje się dzieciom w pierwszym roku życia, w trzech dawkach z obawy przed infekcją i groźnymi powikłaniami w postaci ropnego zapalenia opon mózgowo- rdzeniowych, które w 80 % kończą się śmiercią. Według lekarzy szczepienia znacząco eliminują ryzyko zachorowania i zgonu. Co Pan radzi młodym rodzicom, którzy mają dylematy: szczepić dziecko czy nie?
Ta szczepionka nie pokrywa wszystkich serotypów meningokoków, a przypadki, w których szczepionka może uratować życie są niezwykle rzadkie, właściwie kilka na milion, w porywach
kilkanaście, i to przeważnie grupy ryzyka. Należy dodać, że to kolejna seria szczepień w i tak już napiętym harmonogramie szczepień dla dzieci. Przypominam ponownie, że brakuje danych
oceniających bezpieczeństwo skumulowanej liczby szczepień. Co więcej, w przypadku tej konkretnej szczepionki nawet dowody na skuteczność są bardzo słabe, właściwie analizowano tylko immunogenność, a o skuteczności klinicznej wnioskowano więc pośrednio. Ponadto potencjalna ochrona zapewniania przez szczepionkę jest wyjątkowo krótka, maksymalnie do 5 lat.
Obawy budzi również możliwe zjawisko zastępowania serotypów szczepionkowych przez nieszczepionkowe, co zaobserwowano przy szczepionce przeciwko pneumokokom. W mediach
dosyć głośno było o historii chłopca, który zmarł mimo zaszczepienia przeciwko meningokokom.
Przyczyną zgonu było zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych wywołanych przez serotyp, wobec którego szczepionka nie chroni. Austriacki lekarz, dr. med. Johann Loibner, zauważył, że część
Jego pacjentów zaszczepionych przeciw meningokokom zmarła z powodu meningokokowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych.
Spotykam się z opiniami lekarzy i naukowców, którzy twierdzą, że dzieci nieszczepione są zdrowsze od tych zaszczepionych, z czym nie zgadza się całe mainstreamowe środowisko lekarskie, uznając, że korzyści wynikające ze szczepień przeważają ryzyko i są nie do przecenienia.
Po pierwsze, nie ma i prawdopodobnie nie będzie dobrze zaprojektowanych badań porównujących stan zdrowia i przeżywalność dzieci szczepionych zgodnie z harmonogramem PSO z dziećmi
nieszczepionymi w ogóle. Po drugie, brakuje kontrolowanych obojętnym placebo randomizowanych badań oceniających skuteczność i bezpieczeństwo poszczególnych szczepionek. Bez takich danych możemy snuć tylko hipotezy. Jest co najmniej kilka badań dotyczących nieszczepionych dzieci w porównaniu ze szczepionymi, które wykazały, że w grupie zaszczepionej jest więcej przypadków m.in. alergii, astmy, z koniecznością objęcia kształceniem specjalnym, zaburzeń rozwoju, zaburzeń neurologicznych i innych chorób przewlekłych. Nie są to badania wysokiej jakości, co często jest wykorzystywane do dyskredytacji wniosków płynących z tych doniesień. Ale przecież badania dotyczące bezpieczeństwa szczepionek podawanych dzieciom, w tym noworodkom, tym bardziej nie są wystarczające, bo nie mają grupy kontrolnej, która nie otrzymuje żadnej szczepionki lub otrzymuje obojętne placebo. Niepokojące wyniki płynące z badań szczepieni vs nieszczepieni powinny dać asumpt do przeprowadzenia badań o wysokiej jakości i wiarygodności, tymczasem ucieka się od tego tematu. A to jest podejrzane.
Czy przypadkiem cena jaką płacimy za ochronę generowaną przez szczepienia nie jest zbyt wysoka?Czy nie odbywa się to kosztem rosnącej zapadalności na wiele chorób przewlekłych w dzieciństwie, a także na późniejszych etapach życia? To wymaga pilnych badań, a nie uników i dyskredytacji osób, które zadają pytania i żądają odpowiedzi. Niestety, problematykę szczepień dzieci za bardzo się upraszcza. Należy szczepić i już, nie zadawać pytań, nie analizować, a wyrażanie wątpliwości i dyskusja czyni z Ciebie „antyszczepionkowca”, a ostatnio nawet stajesz się ofiarą lub nośnikiem „rosyjskiej propagandy”
Rozmawiała Dorota Tuńska